Wygrywamy po raz drugi z rzędu


17 września 2017
Pierwszy zespół

IMG_7603

Piłkarze Marka Siatraka zanotowali drugie zwycięstwo z rzędu. Tym razem okazali się lepsi od beniaminka IV Ligi – Górnika Złotoryja. Biało – niebiescy po golach Poszelężnego oraz Statkowskiego wygrali przy złotniczej 4-1. 

To był typowy mecz dla leniwego kibica. Emocje skończyły się po około 20 minutach, kiedy to jeleniogórzanie wyszli na prowadzenie. Technicznym, niezbyt mocnym ale bardzo precyzyjnym uderzeniem popisał się Bartosz Poszelężny. Chwilę później było już 2:0. Z rzutu rożnego dośrodkował Oskar Giziński a Poszelężny głową skierował piłkę do bramki. Trzeba przyznać, że jeleniogórzanie mieli ułatwione zadanie. Bramkarz gości Łukasz Łuniewski na początku meczu po starciu z rywalem doznał kontuzji. W tej sytuacji nie dziwi, że tylko odprowadzał piłkę wzrokiem po strzałach Poszelężnego. Zwijał się z bólu, trzymając się za żebra. Problem był tym większy, że Górnik nie miał rezerwowego goalkeepera. Między słupkami stanął zawodnik z pola – Kacper Noga a Łuniewski opuścił boisko.

Od tego momentu kibice mogli zająć się rozmowami o wielkiej piłce, o telewizyjnych teleturniejach. Słowem, o wszystkim na co mieli ochotę. Na boisku bowiem niewiele ciekawego się działo a zwycięstwo biało-niebieskich nie było ani przez chwilę zagrożone. Nawet po tym, jak Górnik zdobył kontaktowego gola. Po rzucie wolnym do piłki wyskoczył Karol Nowosielski i strzałem głową pokonał Oskara Wieliczkę. Goście nie ruszyli do huraganowych ataków, zamiast tego kilka minut później w polu karnym gości faulowany był Giziński a karnego na gola zamienił Poszelężny.
Po zmianie stron Karkonosze nie miały może jakiejś przygniatającej przewagi, ale w pełni kontrolowały to, co dzieje się na boisku. Dwukrotnie zakotłowało się pod bramką Wieliczki, ale bez efektów. Jeleniogórzanie czekali na błąd defensywy Górnika i się doczekali. W 68. minucie piłkę wyłuskał obrońcom Tomasz Woźniczka, zagrał do Szymona Statkowskiego a ten strzałem lewą nogą pokonał Kacpra Nogę. Trzeba przyznać, że zastępczy bramkarz radził sobie nieźle. Odważnie wychodził do piłek zagranych za obrońców, wygrał m.in. pojedynek sam na sam ze Statkowskim.
Wynik do końca meczu nie zmienił się.
Prowadziliśmy grę i zdobyliśmy szybko dwie bramki, ale niepotrzebnie straciliśmy gola po stałym fragmencie gry – powiedział trener Karkonoszy Marek Siatrak. – Jest to naszą bolączką i musimy nad tym popracować. Najważniejsze po stracie tego gola było uspokojenie gry, bo byliśmy o klasę lepsi od przeciwnika. Pokazała to druga połowa, byliśmy pod piłką, co prawda strzeliliśmy tylko jednego gola, ale odnieśliśmy zwycięstwo w meczu a o to nam przede wszystkim chodziło.
Na boisku w końcówce pojawił się kapitan i zawodnik-ikona klubu – Marek Wawrzyniak. Czy to oznacza, że jest już zdrowy? – Marek cały czas kontuzjowany, gra na własną odpowiedzialność. Możemy tylko go podziwiać, bo potrafi wejść na kilka minut, oprócz tego jest na każdym treningu, jest duszą zespołu, prawdziwym kapitanem. Za to mu dziękuję – powiedział M. Siatrak.

Karkonosze Jelenia Góra – Górnik Złotoryja 4:1 (3:1)
bramki: Poszelężny x3 (21′, 24′ k, 38′), Statkowski 68′ – Nowosielski 31′
Widzów: 200.
Karkonosze: Wieliczko – Kuźniewski, Woźniczka (72′ Pytel), Firlej, Siatrak, Denis, Bębenek (82′ Wawrzyniak), Giziński (77′ Staniszewski), Lekszycki (60′ Statkowski), Poszelężny (85′ Kozołubski), Gałach (70′ Szramowiat).
Górnik: Łuniewski (24′ Haba) – Noga, Kraśnicki, Sułek (75′ Poparda), Dudzic, Czaja, Kufel (85′ Bigos), Nowosielski (79′ Horbacz), Sierpina (46′ Wójcik), Krzeszowiec, Franczak.

źródło i fotorelacja https://www.nj24.pl/article/karkonosze-nie-mialy-litosci-dla-beniaminka

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
250
wpDiscuz

PARTNERZY STRATEGICZNI

KLUB BIZNESU

WSPARCIE MEDIALNE

KLUB PARTNERSKI